Dziś do portfela trafia zaległe 70,00 zł z programu 5 zł dziennie (po dwóch tygodniach dokładnie tyle się uzbierało). Ponieważ mamy dziś 334 dzień roku, a program ten działa dokładnie od 1 stycznia łatwo policzyć, że oszczędzając 5,00 zł dziennie udało mi się oszczędzić 1670,00 zł w ciągu 11 miesięcy. Daje to (na koncie oszczędnościowym 4% w skali roku z dzienną kapitalizacją) 5,56 zł zysku miesięcznie – kwota wydaje się być minimalna i praktycznie bez znaczenia, ale przynajmniej podtrzymuje cały stan portfela powyżej poziomu inflacji dzięki czemu jest mi ona obojętna – a oszczędności dzięki systematycznemu dokładaniu ciągle rosną.
Na chwilę obecną stan portfela to 4032,56 zł. Odsetek z konta oszczędnościowego niestety w tym miesiącu brak – cała kwota leży na koncie w ING Securities, ale dzięki temu udało mi się w tym miesiącu zarobić ~162,00 zł na giełdzie.
Mój mały Car Index

Dziś postanowiłem upublicznić moje dodatkowe konto oszczędnościowe – roboczo nazwane “Car Index”. Nie ma to co prawda nic wspólnego z indeksami giełdowymi, ale przynajmniej ciekawie brzmi
Tak czy inaczej po roztrzaskaniu poprzedniego samochodu i uwzględniając mój tryb pracy nowy samochód w leasingu jest dobrą inwestycją.
Jest to dodatkowe konto oszczędnościowe o niewielkim oprocentowaniu (4%) na które od czterech miesięcy wpłacam regularnie 200,00 zł miesięcznie na przedpłatę na leasing samochodu. Mniej więcej od marca przyszłego roku zamierzam wziąć samochód w leasing. Docelowo do marca / kwietnia chce uzbierać 10-15% wartości przyszłego samochodu czyli około 2 – 2,5 tyś zł.
Na dzień dzisiejszy odłożone mam 800,00 zł, które wypracowały zysk w wysokości… 4,32 zł zysku
czyli razem 804,32 zł. Tak czy inaczej chodzi jedynie o przedpłatę – im więcej uda mi się uzbierać tym korzystniejsze raty tj opłaty miesięczne za leasing uda mi się uzyskać.
Dziś dostałem potwierdzenie mailowe od Open Finance o otwarciu 7 dniowej lokaty Na Start z oprocentowaniem w skali roku 10%. Ponieważ w tym tygodniu mam (niestety) bardzo mało czasu na częstsze aktualizację bloga i na obserwację GPW (nie mówiąc już o graniu) uznałem, ze zarobienie w tydzień 2,30 zł (około) będzie lepsze niż wypracowanie 1-1,2 zł na zwykłych lokatach czy kontach oszczędnościowych.

Na lokatę trafiło 1 200,00 zł czyli prawie 2/3 całości portfela. Mam nadzieję, że do czasu wygaśnięcia lokaty tj do 25 maja sytuacja na giełdzie nieco się unormuje i będzie można nieco dokładniej ustalić dalszą linię trendu (nie koniecznie bocznego).
Niestety ostatni tydzień należał do jednych z najbardziej pracowitych w tym roku – obowiązki zawodowe zajęły mi prawie 100% wolnego czasu więc resztki które mi zostały poświęcałem na aktualizację Podstaw Inwestowania. Patrząc na to, co działo się w zeszłym tygodniu na giełdach w zasadzie nic nie straciłem.
W środę, licząc na odbicie, przelałem 650,00 zł z konta oszczędzania w praktyce na konto w mBanku gdzie mam uruchomionego eMaklera i już w czwartek z samego rana udało mi się podebrać 300 sztuk MCI za 2,00 sztuka (screen poniżej). Początkowo zakładałem, że MCI odbije do około 2,20 – 2,25 stąd SL ustawiony był na 1,90 – 1,92 (przy płynności tej spółki ustawienie SL na 1,92 daje duże prawdopodobieństwo, że zamkniemy się w podanym przedziale.

Ponieważ najważniejszą zasadą jest nie tracić zaraz – w piątek przesunąłem SL na 2,02 co daje mi szanse w przypadku nagłego zawalenia się rynku na zamknięcie pozycji bez strat (wliczając prowizję). Dziś rano podniosłem SL na 2,05. Ponownie mam nadzieję na niewielki zysk, ale i tym razem zamierzam przebić zysk z najlepiej oprocentownych lokat.
Dziś na konto w ING trafi kolejne 35,00 zł z projektu 5,00 zł dziennie podbijając tym samym sumę na koncie do 967,54 zł. Ponieważ ING kilka dni temu obniżył oprocentowanie swoich depozytów zamierzam skorzystać z promocji OpenFinance zakładając lokatę 8% na dwa miesiące. Zarobie prawie 2x więcej niż na oszczędnościowym w ING.
Nie wiem jeszcze tylko, czy do przyszłego tygodnia sprzedam MCI (może jakimś cudem będzie rosło…) czy będę zmuszony wpłacić połowę z kwietniowych 200,00 zł dwa tygodnie przed czasem, żeby załapać się na ostatnią lokatę 8%.
Wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że uda mi się zamknąć ten miesiąc powyżej 1 000,00 zł czyli nieco lepiej niż zakładane minimum.
W ubiegłym tygodniu udało mi się spekulacyjnie zakupić akcję MCI i sprzedać kilka procent drożej. Kwota, jaką zarobiłem na czysto to zaledwie 30,00 zł – niewiele, jednak patrząc na kwotę inwestycji (380,00 zł) i stan portfela z ubiegłego tygodnia (630,67 zł) w ciągu dwóch dni powiększyłem wartość portfela o 4,7%.
Dziś na konto oszczędnościowe w ING trafiło kolejne 35,00 zł z programu “5 złot dziennie” powiększając ty m samy ogólną kwotę portfela do 695,67 zł.
Najbliższy tydzień jest pod ogromnym znakiem zapytanie. Po pierwsze nie wiadomo czy sytuacja na złotym była (jest) tylko korektą czy trwałym umocnieniem się waluty. Proszę pamiętać, że w chwili obecnej kurs złotego jest bardzo silnie skorelowany z naszymi indeksami giełdowymi.
Sytuację dodatkowo komplikuje NYSE, której indeksy od dwóch dni dość mocno testują silne wsparcia – dołki z poprzedniej bessy (rok 2001/2002). Ich przebicie może oznaczać kolejne silne spadki, które pociągną za sobą praktycznie wszystkie giełdy na świecie.
Jeśli w USA po poniedziałkowej sesji indeksy wyjdą na plus a nasza waluta będzie kontynuować umacnianie swojej pozycji będziemy mieli szanse na przynajmniej kilkudniowe wzrosty.
W chwili obecnej najbezpieczniej będzie inwestować w spółki albo bardzo dobrze nam znane (moje ulubione MCI) albo w spółki z indeksu WIG20. Mniejsze obarczone są dodatkowy ryzykiem w postaci opcji walutowych. Najlepszym przykładem takiej spółki jest Duda – która w zeszłym tygodniu niespodziewanie ujawniła swoje problemy z opcjami i jej kurs gwałtownie spadł.
Na koniec lutego mam nadzieję zamknąc portfel Oszczędzania w Praktyce na poziomie minimum 720,00 zł. Na dzień dzisiejszy na koncie jest 695,67 zł.

Nie wierzycie? Poważnie. W miniony piątek ZUS wypłacił pierwszą pełną emeryturę kapitałową dla klienta otwartego funduszu emerytalnego, dodajmy że wyniesie ona całe 917,80 zł, z czego aż 23,65 zł to pieniądze wypracowane przez OFE!
Co w tym zabawnego? Ano to, że przez te 10 lat specjaliści z OFE potrafili wypracować zysk, który daje tylko 23,65 zł miesięcznie. To może policzmy teraz ile przez ten czas jest w stanie odłożyć i zainwestować (w konto oszczędnościowe!) zwykły Kowalski, żeby przebić OFE.
Zakładając, że odłożymy na takie konto co miesiąc 100,00 zł, po 10 latach będziemy mieli 12 000,00 zł, ale ponieważ oprocentowanie działa od początku, a wypracowany zysk kapitalizuje się raz w miesiącu faktycznie zarobimy około 15 000,00 zł. Trzymając tą jakże ogromną kwotę na koncie oszczędnościowym co miesiąc otrzymamy od banku… 50,50 zł.
Jak to policzyć? 15 000,00 * 5% (takie zakładamy oprocentowanie na koncie) / 12 – podatek. Czyli 62,50 zł zysku – 12,00 zł podatku daje 50,50 zł “emerytury” na czysto. I już jesteśmy dwa razy lepsi od Panów z OFE.
Strach pomyśleć co by było, gdybyśmy co miesiąc odkładali 500,00 zł i przy lepszej koniunkturze inwestowali w fundusze inwestycyjne wypracowując nawet 10-15% zysku w skali roku. Starczyłoby na ZUS’owską emeryturę dla trzech kolejnych pokoleń.
Do tej pory starałem się przekonać (jeszcze nieprzekonanych), że warto oszczędzać. ZUS nie dość że własną nieudolnością pokazał że oszczędzać trzeba to dał również do zrozumienia, że kwota jaką co miesiąc odkładamy nie ma znaczenia – po przejściu na emeryturę nawet nie inwestowane 100,00 zł odkładane co miesiąc da nam większy zysk niż całe to OFE z ZUS’em razem wzięte.
źródła: gazetaprawna.pl, APP Founds

Zeszły rok na pewno nie należał do najlepszych jeśli chodzi o Fundusze Inwestycyjne. Przez pierwsze dziesięć miesięcy (od stycznia do października) z praktycznie wszystkich funduszy znikały wpłaty umarzane przez coraz mniej ufnych i coraz bardziej rozgoryczonych inwestorów.
Przełomowy okazał się listopad, kiedy to suma wpłat i umorzeń jednostek funduszy była dodatnia (co oznacza, że więcej zostało wpłacone niż wypłacone z kont funduszy inwestycyjnych). Podobnie sytuacja wyglądała w grudniu 2008.
Niestety również w grudniu doszło do małego incydentu związanego z byłym prezesem Nasdaq – Bernard’em L. Madoff’em, którego fundusz hedgingowy okazał się niczym innym jak piramidą finansową, która zyski generowała jedynie z wpłat kolejnych klientów (a nie z faktycznych inwestycji).
Afera Madoff’a doprowadziła nie tylko do ogromnych strat finansowych ale również do ogromnego spadku zaufania do instytucji finansowych, a w szczególności do funduszy hedgingowych.
Na naszym rodzimym rynku Funduszy Inwestycyjnych obyło się bez tak spektakularnych upadków, jednak wyniki finansowe TFI z ostatnich lat pozostawiają wiele do życzenia. Praktycznie wszystkie największe towarzystwa inwestycyjne zanotowały straty – w dużej mierze spowodowane nieudolnym zarządzaniem, po części panicznym umarzaniem jednostek funduszy, co doprowadziło do utraty prawie połowy posiadanego przez nie kapitału.
Co prawda zdarzały się takie perełki jak Superfound SFIO – fundusz hedgingowy którego agresywne strategie inwestycyjne dały w 2008 roku 63,5% zysku, jednak większość zanotowała pokaźne straty sięgające od 20 do 60%.
Czy warto inwestować w fundusze?
Odpowiedź jest prosta – TAK. Trzeba tylko robić to z głową. Jak zresztą wszystko co wiąże się z finansami.
Panuje przekonanie, że inwestycje długoterminowe się opłacają. Zawsze wówczas warto przytoczyć dwa przykłady – Japonii zaczynając od kryzysu z lat 90′tych do teraz, oraz Stanów Zjednoczonych po kryzysie w roku 1929. W przypadku Japonii do dnia dzisiejszego rynek nie odrobił nawet połowy strat, z kolei Stany Zjednoczone dopiero w latach 50′tych ubiegłego wieku wyszły na zero po spadkach z lat 1929-1930.
Inwestycje długoterminowe zazwyczaj się opłacają. Czasami tylko trzeba mieć 20-30 lat, żeby wyjść na plus.
Co zatem robić, żeby maksymalizować zyski jakie niewątpliwie przynoszą długoterminowe inwestycje w Fundusze?
Po pierwsze – nie trzymać się kurczowo błędnych inwestycji. Jeśli zakupilibyśmy jednostki funduszy na początku 2006 roku i trzymali je do dzisiaj stracilibyśmy od 10 do 60% ulokowanego kapitału.
Jeśli jednak obserwowalibyśmy ruchy na giełdzie (mowa głównie o funduszach akcji) i umorzylibyśmy nasze punkty w grudniu 2007 (pół roku po szczycie) kiedy wiadomo już było, że to nie korekta wzrostów a bessa – nasz zysk wyniósłby nawet 65-90% (Arka, Legg Mason).
Moglibyśmy wówczas spokojnie przeczekać kolejne spadki trzymając pieniądze na lokatach bankowych i czekając na powrót hossy, a potem systematycznie odkupować jednostki funduszy po cenach 40-60% niższych (aktualną wycenę wraz z roczną i dwuletnią stopą zwrotu znajdziecie tutaj)
Po drugie – nie należy nigdy trzymać całości kapitału w punktach tylko jednego funduszu inwestycyjnego, wówczas nawet po upadku instytucji czy incydencie jak w przypadku funduszu Madoffa nie stracimy całości, a jedynie zainwestowaną część.
I po trzecie – nie należy trzymać wszystkich środków tylko w jednym rodzaju funduszy. Dla przykładu – kiedy przez ostatnie miesiące fundusze inwestujące w akcje systematycznie notowały straty – fundusze oparte o rynki obligacji, na skutek cięć stóp procentowych, zaczęły przynosić zyski.
Inwestowanie w Fundusze Inwestycyjne jest opłacalne, szczególnie dla osób, które boją się ryzyka samodzielnego inwestowania pieniędzy. Nie należy jednak ślepo ufać reklamom funduszy, które zazwyczaj pokazują tylko historyczną wycenę jednostek i nie dają pewności, na powtórzenie reklamowanego wyniku w przyszłości oraz nie słuchać dobrych rad doświadczonych znajomych, którzy często przez własną niewiedzę i po stracie dużej części własnych oszczędności nie kryją się z nadmierną i często nie uzasadnioną krytyką tego sposobu inwestowania.
Oszczędzanie nie jest łatwe, szczególnie w naszym kraju. Wiele osób nie ma wpojonych nawyków systematycznego odkładania pieniędzy głównie dla tego, że nasi rodzice albo nie musieli oszczędzać (żyli w innym ustroju) albo już po reformacji nie czuli takiej potrzeby lub zwyczajnie – nie mieli z czego zaoszczędzić.
Czasy się jednak zmieniają, tzw stopa życiowa Polaków ciągle się podnosi, PKB rośnie, pensje rosną – a ilość osób, które oszczędzają jak była mała, tak jest. Jeszcze w zeszłym roku liczba osób, które posiadały jakiekolwiek oszczędności nie przekraczała 50% naszej populacji. Dopiero zeszły rok – prawdopodobnie za sprawą kryzysu – zmienił nieco nasze podejście – liczba oszczędzających nieco urosła.
Nadal najczęstszą wymówką, chyba tylko tak można to nazwać, jest udawanie, że nie ma się z czego zaoszczędzić. Co ciekawe te same osoby potrafią zaciągnąć nawet kilka kredytów na wysoki procent i na spłacanie rat jakimś cudem pieniądze się znajdują.
Ten blog, będący rozszerzeniem strony Podstawy Inwestowania, powstał z myślą nie tylko o tych, którzy dopiero zaczynają (lub dopiero zaczną) oszczędzać, ale również dla tych, którzy swoją przyszłość wolą oprzeć na własnych inwestycjach a nie na państwowej emeryturze.
Projekt zakłada dojście do minimum 100 000,00 zł. Jestem w pełni świadomy tego, że trochę mi to zajmie, ponieważ zamierzam odkładać miesięcznie niewielkie kwoty. Zakładam jednak, że oprócz lokat, obligacji czy nawet funduszy inwestycyjnych uda mi się wejść już za kilka tygodni na giełdę i nieco podciągnąć stan portfela.