Po obiecanej Grecji pomocy ze strony Unii Europejskiej i Międzynarodowego Funduszu Walutowego nieco zapomnieliśmy o sytuacji w europejskiej gospodarce i nawet pozwoliliśmy giełdą na odbicie (oznacza to, że spora część inwestorów uznała, że sytuacja kryzysowa w naszej części globu jest, przynajmniej chwilowo, zażegnana). Niestety wszelkie wątpliwości i niepewność rozwiał wczoraj szef kancelarii premiera Węgier Mihaly Varga.
Oznajmił on, że poprzednie socjalistyczne rządy, podobnie jak rząd Grecji oszukiwał opinię publiczną i manipulował danymi o stanie gospodarki kraju. Deklarowany nieprzekraczalny próg 4,5% deficytu budżetowego został złamany, a obecny rząd Węgier szacuje deficyt nawet na ponad 7% PKB brutto. Budżet Węgier na rok 2010 został wyczerpany już w kwietniu, a zdaniem Varga w lipcu rząd nie będzie miał pieniędzy nawet na pensję dla budżetówki.
Węgrom grozi bankructwo – kraj jest praktycznie nie wypłacalny. Jedną z głównych przyczyn zaistniałej sytuacji, podobnie jak w przypadku Grecji, są nadmierne wydatki socjalne. Niestety sytuacja taka jak w Grecji i na Węgrzech ma miejsce nie tylko w krajach PIIGS, ale również w Wielkiej Brytanii i Francji – czyli wśród największych gospodarek Europy. Pytanie tylko, czy to koniec czy obecny kryzys, który rozpoczął się w 2007 roku przechodzi tylko do kolejnej fazy?
Co się stanie, jeśli okaże się że ponad roczne wzrosty na giełdach były spowodowane jedynie dotacjami z budżetu, które zamiast bezpośrednio do gospodarki trafiły w ręce banków, a kryzys z lat 30′tych ubiegłego wieku był tylko małym problemem w porównaniu do tego z czym walczy obecna gospodarka?
Moja dłuższa nieobecność na blogu była spowodowana nie tylko sytuacją zawodową (niestety w mojej branży jak co roku maj-czerwiec należą do najbardziej pracowitych miesięcy). Również sytuacja na rynku nie nastraja do optymizmu szczególnie, że odpadła mi (przynajmniej na razie) jedne z moich ulubionych spółek spekulacyjnych – OIL.
Petrolinvest po fatalnych wynikach za pierwszy kwartał i skumulowanych spadkach razem z całą giełdą osiągnął w dołku nawet 12,00 zł (spakulowałem nim w przedziale cenowym 16,00 – 18,00 zł). Na razie nie wiadomo czy to w ogóle nie jest bankrut – a wszystko wskazuje na to, że i tak popłynie mocniej niż cała giełda w dół w razie ewentualnych spadków.
Do zabawy zostało mi MCI, które jakoś nie chce mocno spadać, a jak tylko trafia się okazja to mocno odbija.
Przez minione dwa tygodnie obserwowaliśmy zarówno ogromne spadki jak i ogromne wzrosty. Nie jest to sytuacja normalna – aż trudno się oprzeć wrażeniu, że jesteśmy dwa lata wcześniej – czyli w bardzo niepewnej sytuacji.
Wszystko wskazuje na to, że zasada “sell in may and go away” ma się dobrze. Na razie pozostaje z gotówką w portfelu i czekam na dalszy rozwój sytuacji.
W związku z dzisiejszym debiutem PZU zarząd Warszawskiej Giełdy Papierów wartościowych postanowił przeprowadzić nadzwyczajną korektę indeksów obowiązujących na GPW. Jest to związane z wartością akcji PZU, których suma przekracza 5% wartości indeksu Wig20.
PZU wyrzuci z Wig20 Cersanit co pociągnie za sobą kolejne zmiany. Cersanit przejdzie do mWig40 na miejsce ZA Puławy, te z kolei po przejściu do sWIG80 wyrzucą Nepantes.
TVN CNBC podał przed chwilą, że Angela Merkel przegrała wybory w Nadrenii i straciła kontrolę nad Bundesratem. Jest to bardzo zła wiadomość dla strefy euro szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że Niemcy mają przeznaczyć około 32 mld (ze 110 mld dolarów) pomocy dla Grecji.
Do tego nakłada się niepewna sytuacja Wielkiej Brytanii (są tuż przed wyborami) oraz negatywne informacje płynące z pozostałych państw “PIIGS”, których sytuacja (głównie Hiszpanii) nie jest o wiele lepsza niż Grecji, a pomoc jaka będzie potrzebna przewyższa tą, która ma uzyskać Grecja. Sytuacja w Grecji jest bardzo niestabilna – kraj ten ma 10 dni na wykupienie obligacji za 8,5 mld jednak liczne protesty i naciski związków zawodowych utrudniają podjęcie przez grecki Rząd decyzji o zaciśnięciu pasa i spełnieniu warunków uzyskania pomocy.
Jakby tego było mało po raz kolejny zamknięto część przestrzeni powietrznej nad Europą z powodu pyłu wulkanicznego. Sytuacja jest ponoć chwilowa, ale oznacza, że Islandzki wulkan może jeszcze dać o sobie znać.
Na koniec – Jyrki Katainen, minister finansów Finlandii wyraził dziś opinię, że sytuacja w Europie jest bardzo zła i jeśli problemy Grecji rozprzestrzenią się obejmą całą Europę.
Czeka nas trudny tydzień.
UPDATE: A jednak, wystarczyło że UE podało informację, że zbierze 750 mld na pomoc dla państw “upadających” i zapanowała euforia. Ciekawe tylko, czy w takiej sytuacji Grecja mimo wszystko zaciśnie pasa – w przeciwnym wypadku będzie to ofiarowanie “ryby” a nie “wędki”.
W latach 2004 – 2007 rynek nieruchomości (nie tylko w Stanach Zjednoczonych) rozwijał się z ogromną prędkością. Kredyty pod nowe domy rozdawano na lewo i prawo prawie każdemu kto o to poprosił. W czasie kiedy rynek nieruchomości zaczął dawać pierwsze oznaki destabilizacji John Paulson za pośrednictwem swojego funduszu Hedge (Paulson & CO) zaczął tworzyć produkty inwestycyjne bazujące na obligacjach (opartych o kredyty hipoteczne). Przy wyborze kredytów Paulson miał kierować się ich możliwie wysokim prawdopodobieństwem niespłacenia – stworzono bardzo ryzykowny produkt nazwany Abacus (2007-AC1).
Paulson przewidział kryzys i krach na rynku nieruchomości. Stworzył więc produkt Abacus (oparty o CDO - Collateralised Debt Obligations), który z dużym prawdopodobieństwem miał przynieść straty (Puls Biznesu szacuje, że aż 99% pożyczek na których opierał się Abacus zostało zdegradowanych) . Żeby na tym zarobić, Paulson & CO musiało zająć krótką (S- short) pozycję na CDO (zarabiał kiedy ich wartość spadała) i znaleźć kupców na przeciwne pozycje (L – long). I tu pojawił się Fabrice Tourre – wiceprezes działu produktów strukturyzowanych w Goldman Sachs. Ten zaledwie 31 letni finansista zgodził się znaleźć dla Paulsona kupców na jego produkty.
W zamian za sprzedaż GS otrzymał od Paulson & CO 15 mln dolarów. Goldman Sachs szybko znalazł nabywców na pozycję na Abacus’ie (długie pozycje – odwrotne do funduszu Paulsona) wśród których znalazły się między innymi IKB Deutsche Industriebank oraz Royal Bank of Scotland (który zajął pozycję za 841 mld dolarów).
W krótkim czasie inwestorzy “zapakowani” w CDO sprzedawane przez Goldman Sachs zaczęli tracić, a Paulson & CO grający przeciwko CDO zaczął zarabiać krocie. Problemem było jednak nie to, że Paulson poprawnie przewidział trend na rynku ale fakt, że GS przy sprzedaży tych produktów celowo wprowadzał swoich klientów w błąd zaniżając podawane ryzyko związane z inwestycjami oraz fakt, że drugą stroną transakcji jest fundusz Paulsona, który w tym czasie miał krótką pozycję na tych papierach i budował te produkty wcześniej badając i wybierając kredyty z których były stworzone.
W minionym tygodniu Securities and Exchange Commission (SEC) – amerykański odpowiednik naszego KNF – pozwał Goldman Sachs o zatajenie części informacji związanych ze sprzedawanym przez bank produktem oraz o działanie na niekorzyść klientów. Swoje niezadowolenie wyrazili również premier Wielkiej Brytanii Gordon Brown, który określił Goldman’a mianem “moralnego bankruta“,a w wywiadzie dla BBC powiedział, że bank “stanowi problem i jest zagrożeniem dla gospodarki”. Podobne zdanie wyrazili przedstawiciele Bafin – niemieckiego nadzoru finansowego, który poprosił SEC o szczegóły dochodzenia związanego z P&co oraz GS.
Co ciekawe do tej pory oskarżenie dotyczy jedynie Goldman Sachs oraz wspomnianego Fabrice’a Tourre’a, nie ma w nim słowa o działalności Paulsona. Dziwne (ale jednocześnie zrozumiałe) jest również oburzenie przedstawicieli władz UK i Niemiec, które kontrolując Royal Bank of Scotland oraz Bank KFW (który wtłoczył do IKB Deutsche Industriebank kwotą 10 mld euro) – w końcu pozwolili oni na inwestycje potężnych kwot pieniędzy w zupełnie nie sprawdzony produkt praktycznie na szczycie bańki spekulacyjnej na rynku nieruchomości.
Całości smaku dodaje fakt, że Goldman Sachs i jego kreatywna księgowość pozwoliła między innymi Grecji na zafałszowanie ich transakcji na pochodnych dolara dzięki czemu kraj ten mógł ukryć faktyczny stan swojego zadłużenia. Tezę tą potwierdza Bussines & Finance który napisał “Kryzys grecki jest oparty na fałszowaniu greckiego długu narodowego i ukrywaniu danych o faktycznym i nadmiernym zadłużeniu Grecji w chwili przyjmowania Grecji do UE. Stało się to dzięki kreatywnej czyli fałszywej księgowości banku Goldman Sachs w Nowym Jorku”.
Warto tu jeszcze dodać, że o nieczystej grze największego banku inwestycyjnego wielokrotnie pisał Matt Taibbi między innymi na swoim blogu.
Wykupione rynki po 14 miesiącach prawie nieustannych wzrostów czeka teraz wielka próba. Daleko idąca ostrożność jest wielce wskazana. Szczególnie patrząc na wykres kursu Goldman’a po publikacji informacji o oskarżeniu (kurs akcji spadł o -12,79%).
źródła:
Dziś czeka nas dość ważna sesja – ważna z kilku powodów. Po pierwsze w piątek mieliśmy dzień trzech wiedźm czyli dzień wygasania kontraktów terminowych. Jest to o tyle ważna data, szczególnie na GPW, że wiąże się często ze zmianami trendów lub ich “umocnieniem”.
W piątek mieliśmy dość dziwną (chociaż u nas to już powinna być norma) sesją – szczególnie jeśli chodzi o ostatnie 1,5h. Co to oznacza dla całej giełdy? Jest wielce prawdopodobne, że piątkowe wybicie było spowodowane przez jakiegoś dużego gracza który chciał wejść w krótkie pozycje przy jak najwyższym poziomie (wówczas mielibyśmy najprawdopodobniej kolejną korektę kilku dniową lub kilku tygodniową).
Dzisiejszy dzień ma szanse na potwierdzenie lub obalenie tego scenariusza. Jeśli poniedziałkowa sesja zakończy się na minusach (lub sporych minusach) będziemy mieli najprawdopodobniej do czynienia z przynajmniej krótkoterminową zmianą trendu na WGPW. Jeśli indeksy utrzymają się na poziomie ~2450 pkt lub uderzą w górę pod 2500 – być może czekać nas będzie kolejna fala wzrostowa o trudnym do określenia punkcie docelowym.
Dodatkowym impulsem może być reakcja rynków (pytanie jaka?) na informację o reformie ubezpieczeń społecznych wprowadzonych przez Obamę w USA. Cały program będzie kosztować gospodarkę 900 mld dolarów i mimo, że ma być to rozłożone na 10 najbliższych lat to i tak będzie stanowić spore obciążenie dla budżetu.
Warto również przyjrzeć się indeksowi WIG20, a dokładniej spółce PGE, która dziś zajęła miejsce Agory w tym indeksie.
Tak czy inaczej warto dziś zachować ostrożność i dokładnie obserwować rynek. Kontrakty otworzyły się na lekkim minusie.
Treści przedstawione w artykule są prywatnymi opiniami autora i nie stanowią rekomendacji inwestycyjnych w rozumieniu Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 roku w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych ich emitentów lub wystawców (Dz. U. z 2005 roku, Nr 206, poz. 1715). Autor nie ponosi odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podjęte na podstawie niniejszego artykułu, ani za szkody poniesione w wyniku decyzji inwestycyjnych podjętych na podstawie niniejszego artykułu.
Wczoraj największy polski ubezpieczyciel złożył w Komisji Nadzoru Finansowego prospekt emisyjny. Zgodnie z intencją obecnych akcjonariuszy PZU ma trafić na szeroki rynek w połowie 2010 roku – pula akcji, które mają zostać udostępnione to około 17mln sztuk.
Ugoda PZU z Eureko zakłada poziom emisji po cenie minimum 292,50 zł za sztukę jednak zgodnie z prognozami Parkietu cena ta wyniesie około 300,00 zł. APP Funds na swoim blogu przytoczył jednak aktualną cenę z rynku poza giełdowego na którym cena jednej sztuki akcji PZU waha się między 370-390 zł.
Debiut PZU na giełdzie będzie prawdopodobnie równie spektakularny co wejście na parkiet Polskiej Grupy Energetycznej i mimo, że zgodnie z obietnicami ministra Grad’a tym razem inwestorzy indywidualni mają dostać większy pakiet akcji niż było to w przypadku PGE jestem niemal pewien, że również tym razem banki zasypią nas ofertami “szybkich kredytów” pod zapisy na akcje PZU. Jak to się potem kończy widać po samym PGE – praktycznie nikt z “lewarowców”PGE nie wyszedł do dnia dzisiejszego na plus.
Co dalej na rynku?
Wig20 niebezpiecznie zbliża się do granicy 2500 pkt (możliwe, że jeszcze w tym lub w przyszłym tygodniu uda nam się o ten poziom powalczyć). Przestrzegałbym jednak przed zbytnim optymizmem – szczególnie w świetle mocno mieszanych danych makro które dochodzą do nas przez ostatnie tygodnie (raporty na bieżąco możecie czytać na naszym Blipie).
Uważam, że dopiero przebicie 2500 i korekta z utrzymaniem wsparcia na poziomie 2500 pkt da nam solidny sygnał do kupna. Na razie zalecałbym wstrzemięźliwość i ostrożność przy zakupach akcji.
(zaległa aktualizacja portfela już jutro).