Currently Browsing: Nieruchomości

Paulson & CO, Goldman Sachs, CDO i SEC

W latach 2004 – 2007 rynek nieruchomości (nie tylko w Stanach Zjednoczonych) rozwijał się z ogromną prędkością. Kredyty pod nowe domy rozdawano na lewo i prawo prawie każdemu kto o to poprosił. W czasie kiedy rynek nieruchomości zaczął dawać pierwsze oznaki destabilizacji John Paulson za pośrednictwem swojego funduszu Hedge (Paulson & CO) zaczął tworzyć produkty inwestycyjne bazujące na obligacjach (opartych o kredyty hipoteczne). Przy wyborze kredytów Paulson miał kierować się ich możliwie wysokim prawdopodobieństwem niespłacenia – stworzono bardzo ryzykowny produkt nazwany Abacus (2007-AC1).

Paulson przewidział kryzys i krach na rynku nieruchomości. Stworzył więc produkt Abacus (oparty o CDOCollateralised Debt Obligations), który z dużym prawdopodobieństwem miał przynieść straty (Puls Biznesu szacuje, że aż 99% pożyczek na których opierał się Abacus zostało zdegradowanych) . Żeby na tym zarobić, Paulson & CO musiało zająć krótką (S- short) pozycję na CDO (zarabiał kiedy ich wartość spadała) i znaleźć kupców na przeciwne pozycje (L – long). I tu pojawił się Fabrice Tourre – wiceprezes działu produktów strukturyzowanych w Goldman Sachs. Ten zaledwie 31 letni finansista zgodził się znaleźć dla Paulsona kupców na jego produkty.

W zamian za sprzedaż GS otrzymał od Paulson & CO 15 mln dolarów. Goldman Sachs szybko znalazł nabywców na pozycję na Abacus’ie (długie pozycje – odwrotne do funduszu Paulsona) wśród których znalazły się między innymi IKB Deutsche Industriebank oraz Royal Bank of Scotland (który zajął pozycję za 841 mld dolarów).

W krótkim czasie inwestorzy “zapakowani” w CDO sprzedawane przez Goldman Sachs zaczęli tracić, a Paulson & CO grający przeciwko CDO zaczął zarabiać krocie. Problemem było jednak nie to, że Paulson poprawnie przewidział trend na rynku ale fakt, że GS przy sprzedaży tych produktów celowo wprowadzał swoich klientów w błąd zaniżając podawane ryzyko związane z inwestycjami oraz fakt, że drugą stroną transakcji jest fundusz Paulsona, który w tym czasie miał krótką pozycję na tych papierach i budował te produkty wcześniej badając i wybierając kredyty z których były stworzone.

W minionym tygodniu Securities and Exchange Commission (SEC) – amerykański odpowiednik naszego KNF – pozwał Goldman Sachs o zatajenie części informacji związanych ze sprzedawanym przez bank produktem oraz o działanie na niekorzyść klientów. Swoje niezadowolenie wyrazili również premier Wielkiej Brytanii Gordon Brown, który określił Goldman’a mianem “moralnego bankruta“,a w  wywiadzie dla BBC powiedział, że bank “stanowi problem i jest zagrożeniem dla gospodarki”. Podobne zdanie wyrazili przedstawiciele Bafin – niemieckiego nadzoru finansowego, który poprosił SEC o szczegóły dochodzenia związanego z P&co oraz GS.

Co ciekawe do tej pory oskarżenie dotyczy jedynie Goldman Sachs oraz wspomnianego Fabrice’a Tourre’a, nie ma w nim słowa o działalności Paulsona. Dziwne (ale jednocześnie zrozumiałe) jest również oburzenie przedstawicieli władz UK i Niemiec, które kontrolując Royal Bank of Scotland oraz Bank KFW (który wtłoczył do IKB Deutsche Industriebank kwotą 10 mld euro) – w końcu pozwolili oni na inwestycje potężnych kwot pieniędzy w zupełnie nie sprawdzony produkt praktycznie na szczycie bańki spekulacyjnej na rynku nieruchomości.

Całości smaku dodaje fakt, że Goldman Sachs i jego kreatywna księgowość pozwoliła między innymi Grecji na zafałszowanie ich transakcji na pochodnych dolara dzięki czemu kraj ten mógł ukryć faktyczny stan swojego zadłużenia. Tezę tą potwierdza Bussines & Finance który napisał “Kryzys grecki jest oparty na fałszowaniu greckiego długu narodowego i ukrywaniu danych o faktycznym i nadmiernym zadłużeniu Grecji w chwili przyjmowania Grecji do UE. Stało się to dzięki kreatywnej czyli fałszywej księgowości banku Goldman Sachs w Nowym Jorku”.

Warto tu jeszcze dodać, że o nieczystej grze największego banku inwestycyjnego wielokrotnie pisał Matt Taibbi między innymi na swoim blogu.

Wykupione rynki po 14 miesiącach prawie nieustannych wzrostów czeka teraz wielka próba. Daleko idąca ostrożność jest wielce wskazana. Szczególnie patrząc na wykres kursu Goldman’a po publikacji informacji o oskarżeniu (kurs akcji spadł o -12,79%).

źródła:

Wszystko w dół tylko giełda w górę

Ostatnie dwa tygodnie minęły mi pod znakiem pracy po 18h dziennie – niestety takie są uroki mojego zawodu, że albo mam nadmiar wolnego czasu (i wówczas tu i na Podstawach pojawiają się regularnie wpisy, recenzje etc) albo nie mam czasu zupełnie na nic i gdyby nie fakt, że mnie w pracy karmią pewnie umarłbym z głodu.

Na szczęście święta coraz bliżej więc przez następne dwa tygodnie będę miał więcej czasu żeby wszystko nadrobić.

Nikogo pewnie nie ominęła informacja o zamrożeniu spłaty zobowiązań przez World Dubai – jak sytuacja tego giganta (do którego należy między innymi bajeczna wyspa w kształcie palmy) wpłynęła na giełdę nie muszę chyba mówić. Jednak osobiście uważam, że nie jest to aż tak zła informacja jak ta, która pojawiła się w minioną sobotę. O ile World Dubaj bankrutem nie jest – ma raczej chwilowe problemy z płynnością, o tyle fatalne wyniki sprzedaży z Black Friday mówią same za siebie – Ameryka nie ma pieniędzy.

Jak słusznie zauważyli Doxa i Trystero – kto będzie kupować IPhony przecenione nawet o 50% skoro ledwo starcza mu na chleb i inne artykuły pierwszej potrzeby? A przecież bezrobocie dopiero zaczyna tam rosnąć i wiele rodzin jeszcze nie do końca poczuło brak pracy. Jak na razie wygląda na to, że tegoroczny rajd św Mikołaja będzie o wiele słabszy niż się spodziewano. Giełdy od kilku miesięcy (w zasadzie od września) są w trendzie bocznym, a sytuacja gospodarcza się pogarsza.

Komplikuje się sytuacja na rynku amerykańskich nieruchomości (tym razem komercyjnych). Do spektakularnych “porażek” można zaliczyć ostatnie rozczarowanie ceną sprzedaży stadionu Silverdome w Detroit, którego koszt budowy wyniósł 30 lat temu 55,7 mln dolarów, a sprzedano go kilka dni temu za nieco ponad 500 tyś.

Czekają nas spadki. Nikt nie wie jak duże (korekta trendu wzrostowego? powrót do spadków i fala C?) – ale nawet z fal Eliota wynika, że rynkom należy się korekta. Czy będzie to spadek do 2000 na wig i 1000 na S&P czy nowe dno – zobaczymy. Zapewne wszystko rozstrzygnie się w pierwszych miesiącach nowego roku – przed świętami finansjera raczej nie pozwoli na duże spadki, żeby zamknąć rok na dużych plusach i po raz kolejny obwieścić światu koniec kryzysu.

Portfel zaktualizuję w ciągu kilku najbliższych dni.

Dolar, USA czy cały Kapitalizm?

Pytania i przewidywania ewentualnych upadków dolara, Stanów Zjednoczonych czy całego kapitalizmu pojawiają się regularnie praktycznie od początku kryzysu. Ostatnie kilkumiesięczne odbicie na giełdach uspokoiło nieco nastroje i zamknęło usta pesymistom.

Kiedy jednak poziomy indeksów giełdowych doszły do poziomów o których nikomu nawet się nie śniło na początku tego roku jak grzyby po deszczu zaczęły wyrastać nowe, negatywne opinie dotyczące światowej gospodarki.

Upadek dolara

Jednym z najbardziej pewnych scenariuszy jest ten mówiący o osłabieniu i upadku dolara jako waluty międzynarodowej. Nieustanny dodruk amerykańskiej waluty i kolejne emisje obligacji muszą w konsekwencji doprowadzić do inflacji i spadku wartości pieniądza. Jeśli dodać do tego coraz mniej chętnie skupowany “dług” (w zasadzie pozostały im już tylko Chiny i Japonia)  scenariusz wystąpienia hiperinflacji staje się wielce prawdopodobne.

Kilka dni temu serwisy ekonomiczne obiegła informacja o dość niewiarygodnej prognozie ceny złota wypowiedzianej przez Petera Shiff‘a – prezesa Euro Pacyfic Capital, który wsławił się tym, że udało mu się dość precyzyjnie przewidzieć obecny kryzys i recesję (tych, którzy nie znają tej historii dosyłam do tego nagrania) na początku września 2006 czyli na rok przed rozpoczęciem się spadków na światowych giełdach.

Tym razem oszacował on, że cena uncji złota poszybuje aż do 5 000$ (aktualnie cena waha się w okolicach 1 000$). Powodem tak wysokich cen złota mają być zła polityka administracji Obamy, zbyt duże wydatki oraz coraz mniej wartościowy dolar. Konsekwencją tego ma być zwiększająca się popularność surowców w tym od lat uznawanego za najbezpieczniejszą inwestycję – złota.

Co ciekawe, gdyby prognozy Petera Shiff’a sprawdziłyby się oznaczałoby to nic innego jak dmuchanie kolejnej bańki spekulacyjnej – tym razem na złocie, która najprawdopodobniej skończyłaby się w podobny sposób jak inne “bańki” czyli (w dalszej kolejności) ogólnym spadkiem cen złota – przez co mogłoby ono stracić opinie “bezpiecznej inwestycji”.

Bankructwo USA

Scenariusz który jeszcze kilka lat temu był nie do pomyślenia. Bankructwo największej światowej gospodarki, motoru napędowego całego światowego kapitalizmu był mniej prawdopodobny niż wojna atomowa (której skutkiem byłoby cofnięcie naszej cywilizacji w okolice pierwszej połowy XIX wieku). Pod koniec 2009 roku prawdopodobieństwo upadku / bankructwa USA nie jest już takie nieprawdopodobne jak się wcześniej wydawało.

Zakładając upadek wartości dolara, hiperinflację, zwiększające się bezrobocie i konsekwencje tego – czyli zwiększający się dług, coraz większa zależność od innych państw etc zwiększają prawdopodobieństwo bankructwa USA. Do tego należy dodać coraz większe wydatki administracji, ciągle nie zakończone dwie wojny (Irak i Afganistan, a teraz jeszcze nie wiadomo co z Iranem) i coraz mniejszy wachlarz możliwości przeciwdziałania kryzysowi.

Podobne obawy wyraził kilka dni temu Julian Robertson, jeden z najbardziej znanych amerykańskich menedżerów, założyciel i szef Tiger Management. Powiedział on, w jednym z wywiadów dla telewizji CNBC, że Amerykę czeka finansowy armagedon. Wszystko, zależy od Japonii i Chin, które obecnie są głównymi nabywcami amerykańskich obligacji. Obecne ocieplenie sytuacji może być tylko chwilowe, a najgorsze może być jeszcze przed nami.

Upadek kapitalizmu

Tak daleko idącą prognozę przytoczył w jednym z ostatnich swoich artykułów Zbigniew Papiński na łamach serwisu notowany.pl. Przytoczył on niedawną wypowiedź szwajcarskiego ekonomisty Dr Marc’a Faber’a, który w rozmowie z Yahoo!Finance Faber miał powiedzieć:

Przyszłość niesie ze sobą totalną katastrofę z upadkiem znanego nam systemu kapitalistycznego, z wojnami, masowymi bankructwami całych państw i zubożeniem olbrzymiej części zachodniego społeczeństwa.

Wizja iście apokaliptyczna ale podobnych wypowiedzi czytamy w ostatnich tygodniach coraz więcej. Feber podobnie jak Robertson twierdzi, że obecne odbicie na giełdach jest jedynie chwilowe. Uważa on, o czym już pisałem, że obecne działania FED’u doprowadzą do hiperinflacji a, jak przewiduje, opieszałe i nietrafne decyzje Bena Bernake tylko zaostrza problemy. Konsekwencją tego ma być bankructwo USA które nie ograniczy się jedynie do stanów.

Hiperinflacja, wzrost wydatków administracji, kosztów usług medycznych i opieki socjalnej ma być dodatkowo wzmocniony przez przechodzenie na emerytury coraz większej ilości osób z pokolenia powojennego “baby boomers”. Upadek USA pociągnie za sobą w pierwszej kolejności państwa które są najbardziej od niego zależne (gospodarczo i poprzez obsługę długu).

Upadki i bankructwa kolejnych państw mają być w linii prostej konsekwencją bankructw największych światowych gospodarek. Zubożenie społeczeństw, wzrost nastrojów anty państwowych, bezrobocie i ciągle rosnące ceny miałyby doprowadzić do wybuchu mniejszych i większych lokalnych zamieszek lub nawet regularnych wojen.

Podsumowanie

Osobiście jestem niemal w 100% przekonany co do słuszności teorii o upadku dolara. Wszytko na to wskazuje, że światowa waluta ma coraz mniejsze szanse na utrzymanie swojej pozycji, a upadek amerykańskiego dolara jest tylko kwestią czasu.

Jednocześnie nasze przekonanie o konieczności ingerencji w gospodarkę (pozostałości po Keynesie) jest na tyle silne (i niestety na krótką metę daje oczekiwany efekt), że damy sobie wmówić konieczność podnoszenia podatków i wydatków socjalnych co (między innymi) uratuje USA i państwa ościenne przed bankructwem na kilka lub nawet kilkanaście lat.

Dopuszczam również myśl o bankructwach nawet kilku dużych gospodarek (zresztą Islandia jest tego najlepszym przykładem) jednak w ostateczny upadek kapitalizmu uwierzyć nie potrafię. Scenariusz ten jest tak nierealny i tak niewyobrażalny, że wręcz niemożliwy. Wyobrażając sobie nawet sytuacje upadku wszystkich gospodarek i powrotu (w sensie gospodarczym) do początku XVII wieku nie potrafię wyobrazić sobie, że po tym wszystkim będziemy mogli zbudować coś co nie będzie oparte na własności i kapitalizmie.

Bardzo też możliwe, że nie sprawdzi się żaden z przedstawionych wyżej scenariuszy. Być może hossa zaczęła się kilka miesięcy temu a w tej chwili doświadczymy jedynie osłabienia dolara i większej korekty, która pod koniec roku zakończy rajd świętego mikołaja.

Deweloper i bankier na swoim

Od trzech lat rządowy program “Rodzina na Swoim” nie dość, że etycznie nie do końca w porządku – faworyzuje tradycyjny model rodziny, stawiając w gorszej pozycji osoby samotne (z wyboru czy też nie) lub pozostające w nieformalnych związkach to jeszcze psuje nam w dużym stopniu rynek nieruchomości sztucznie podtrzymując wysokie poziomy cen mieszkań i domów.

Czym bowiem innym jest finansowanie sporej części kredytów mieszkaniowych z kasy nas wszystkich (czyli z budżetu państwa). Nie dość, że tak naprawdę nawet Ci którzy korzystają z tego programu dopłacają do niego (przez podatki) to jeszcze w rezultacie większość tych pieniędzy trafia głównie do kieszeni banków i deweloperów.

Sztuczne pompowanie gotówki w obieg klient->bank-> deweloper pozwala na zaciąganie kredytów nawet rodziny, których realnie na to nie stać. Sprzedaż horrendalnie drogich mieszkań utrzymywana jest na wysokim poziomie (mimo, że z powodu kryzysu już dawno ceny nieruchomości powinny spaść o kolejne 10-15%). Na droższe mieszkania potrzebne są większe kredyty od których pobierane są wyższe odsetki. I za to wszystko w dużym stopniu płacimy wszyscy.

Nasz wspaniały rząd szkodzi tym samym wszystkim, a w szczególności osobom, które na “darmowy obiad” liczyć nie mogą. Gdybyśmy pozwolili zadziałać niewidzialnej ręce rynku mieszkania byłyby tańsze dla wszystkich, a nie tylko dla wybranej grupy i tylko przez pierwsze osiem lat. Dodatkowo pieniądze wyrzucane w ten sposób w błoto (czy jak kto woli w kieszenie banków i deweloperów) można by wykorzystać na inny (zapewne równie genialny) cel.

Całe szczęście wysoki deficyt budżetowy jest szansą na ograniczenie lub nawet wstrzymanie tego szkodliwego dla wszystkich programu, a kolejna fala negatywnych informacji gospodarczych zza oceanu (zwiększona ilość zasiłków, kolejne sygnały o spadkach sprzedaży nieruchomości) daje coraz większe szanse na powrót do normalności czyli kolejne spadki cen nieruchomości.