Currently Browsing: Gospodarka

Jak to jest z tymi Węgrami?

Pojawia się coraz więcej głosów nt realnej sytuacji na Węgrzech i co ciekawe – coraz więcej krytycznych wobec piątkowej wypowiedzi Peter’a Szijjarto nt stanu gospodarki w tym kraju.

Analizy sytuacji na Węgrzech podjął się na swoim blogu Trystero. W tekście “Rząd, który mówi, że może zbankrutować” zwraca on uwagę na fakt, że sytuacja u naszych “bratanków” jest o wiele lepsza niż w przypadku Grecji (mniejszy dług publiczny i niższe zobowiązania – dług w walutach obcych), a piątkowe wystąpienia węgierskich polityków to albo “przegalopowana” polityka wewnętrzna (mająca na celu mocne osłabienie opozycji i wymuszenie “zielonego światła” w społeczeństwie dla reform), albo element negocjacji z UE, które Węgry prowadzą, albo celowe działanie na rzecz osłabienia forinta (gospodarka kraju w dużym stopniu oparta jest na eksporcie).

Cały tekst dostępny tutaj.

Węgry kolejną Grecją europy?

Po obiecanej Grecji pomocy ze strony Unii Europejskiej i Międzynarodowego Funduszu Walutowego nieco zapomnieliśmy o sytuacji w europejskiej gospodarce i nawet pozwoliliśmy giełdą na odbicie (oznacza to, że spora część inwestorów uznała, że sytuacja kryzysowa w naszej części globu jest, przynajmniej chwilowo, zażegnana). Niestety wszelkie wątpliwości i niepewność rozwiał wczoraj szef kancelarii premiera Węgier Mihaly Varga.

Oznajmił on, że poprzednie socjalistyczne rządy, podobnie jak rząd Grecji oszukiwał opinię publiczną i manipulował danymi o stanie gospodarki kraju. Deklarowany nieprzekraczalny próg 4,5% deficytu budżetowego został złamany, a obecny rząd Węgier szacuje deficyt nawet na ponad 7% PKB brutto. Budżet Węgier na rok 2010 został wyczerpany już w kwietniu, a zdaniem Varga w lipcu rząd nie będzie miał pieniędzy nawet na pensję dla budżetówki.

Węgrom grozi bankructwo – kraj jest praktycznie nie wypłacalny. Jedną z głównych przyczyn zaistniałej sytuacji, podobnie jak w przypadku Grecji, są nadmierne wydatki socjalne. Niestety sytuacja taka jak w Grecji i na Węgrzech ma miejsce nie tylko w krajach PIIGS, ale również w Wielkiej Brytanii i Francji – czyli wśród największych gospodarek Europy. Pytanie tylko, czy to koniec czy obecny kryzys, który rozpoczął się w 2007 roku przechodzi tylko do kolejnej fazy?

Co się stanie, jeśli okaże się że ponad roczne wzrosty na giełdach były spowodowane jedynie dotacjami z budżetu, które zamiast bezpośrednio do gospodarki trafiły w ręce banków, a kryzys z lat 30′tych ubiegłego wieku był tylko małym problemem w porównaniu do tego z czym walczy obecna gospodarka?

Debiut PZU już jutro

Tuż przed planowanym debiutem PZU sytuacja na giełdach radykalnie się zmieniła. Od największych spadków od ponad roku (w zeszłym tygodniu) do największych wzrostów od lipca 2009  (wczoraj). Wszystko za sprawą planu utworzenia funduszu w wysokości nawet do 750 mld dolarów na ratowanie upadających europejskich gospodarek.

Jeszcze nie podano w jaki sposób obywatele państw EU i strefy euro za to zapłacą, ale jest szansa, że wpłynie to pozytywnie na debiut PZU.

Debiut PZU będzie największą w ostatnim czasie transakcją w europie i jedną z największych na świecie. W sumie około 41% akcji trafi do inwestorów zagranicznych, a około 59% do inwestorów krajowych. Całkowity popyt na akcje przekroczył dostępną ich ilość ponad dziewięciokrotnie.

Od dziś Giełda będzie przyjmować od biur maklerskich zlecenia na pierwszą sesję. Tak naprawdę zlecenia można składać w biurach maklerskich już od wczoraj od zakończenia sesji na GPW (po 16:35) – zostały one przesłane na GPW dziś o 8:00 rano.

Sam debiut nastąpi 15 min przed otwarciem rynku kasowego. Już o godzinie 8:45 podana zostanie wycena akcji. Może to mieć duży wpływ na całą jutrzejszą sesję na GPW.

PZU trafi do WIG20 już 17 maja.

Przed nami kolejny bardzo trudny tydzień

TVN CNBC podał przed chwilą, że Angela Merkel przegrała wybory w Nadrenii i straciła kontrolę nad Bundesratem. Jest to bardzo zła wiadomość dla strefy euro szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że Niemcy mają przeznaczyć około 32 mld (ze 110 mld dolarów) pomocy dla Grecji.

Do tego nakłada się niepewna sytuacja Wielkiej Brytanii (są tuż przed wyborami) oraz negatywne informacje płynące z pozostałych państw “PIIGS”, których sytuacja (głównie Hiszpanii) nie jest o wiele lepsza niż Grecji, a pomoc jaka będzie potrzebna przewyższa tą, która ma uzyskać Grecja. Sytuacja w Grecji jest bardzo niestabilna – kraj ten ma 10 dni na wykupienie obligacji za 8,5 mld jednak liczne protesty i naciski związków zawodowych utrudniają podjęcie przez grecki Rząd decyzji o zaciśnięciu pasa i spełnieniu warunków uzyskania pomocy.

Jakby tego było mało po raz kolejny zamknięto część przestrzeni powietrznej nad Europą z powodu pyłu wulkanicznego. Sytuacja jest ponoć chwilowa, ale oznacza, że Islandzki wulkan może jeszcze dać o sobie znać.

Na koniec –  Jyrki Katainen, minister finansów Finlandii wyraził dziś opinię, że sytuacja w Europie jest bardzo zła i jeśli problemy Grecji rozprzestrzenią się obejmą całą Europę.

Czeka nas trudny tydzień.

UPDATE: A jednak, wystarczyło że UE podało informację, że zbierze 750 mld na pomoc dla państw “upadających” i zapanowała euforia. Ciekawe tylko, czy w takiej sytuacji Grecja mimo wszystko zaciśnie pasa – w przeciwnym wypadku będzie to ofiarowanie “ryby” a nie “wędki”.

Czy Grecja upadnie?

W latach 1981 – 1990 Grecja, za sprawą 2,5 mld dolarów dotacji z programu integracyjnego wypłacanego przez Europejską Wspólnotę Gospodarczą, przeżywała swój gospodarczy renesans, który przekształcił gospodarkę tego kraju z rolno-surowcowej w nowoczesny system oparty o handel, finanse, usługi i turystykę.

Niestety mimo ożywienia gospodarczego Grecji, w przeciwieństwie do Hiszpanii i Portugalii, nie udało się wejść do strefy euro za pierwszym razem (zresztą w 1995 roku żadne z tych państw nie spełniało wymogów tzw konwergencji). Jako jeden z powodów podaje się tu nieudolne rządy partii socjalistycznej (1981-1990) Jeoriosa Andreasa Papandreu – obecnego premiera Grecji, który kilka dni temu odmówił obniżenia pensji i cięcia wydatków socjalnych na skutek protestów związków zawodowych.

Kilkanaście dni temu, kiedy na świat wyszły informacje o nieuczciwej polityce wobec swoich klientów banku inwestycyjnego Goldman Sachs świat obiegła również informacja o tym, że bank ten pomógł Grecji, dzięki kreatywnej księgowości, spełnić minimalne warunki wstąpienia do strefy euro w 2002 roku.

W chwili obecnej coraz częściej mówi się o wykluczeniu Grecji ze strefy Euro. Kraje będące głównymi uczestnikami wymiany handlowej (Grecja więcej importuje niż eksportuje) między innymi Niemcy i Francja, zobowiązały się wraz z Międzynarodowym Funduszem Walutowym wypłacić Grecji pożyczkę z oprocentowaniem poniżej poziomu rynkowego. Różne źródła podają różne kwoty jednak najczęściej wymienianą jest nawet 130mld euro w przeciągu najbliższych 3 lat.

Niestety ostatnie obniżki ratingu kredytowego przez agencję S&P spowodowały, że oprocentowanie 10-letnich obligacji emitowanych przez rząd grecki poszybowały do kilkunastu procent. Kilka dni później ta sama agencja obniżyła catingi dwóch kolejnych „najsłabszych” państw – Portugalii i Hiszpanii, oraz ponownie rating Grecji – tym razem do poziomu śmieciowego. Wcześniej rating Grecji (jeszcze w listopadzie 2009 roku) do BBB+ (z A-) obniżyła agencja Fitch.

Greckie obligacje są w tej chwili praktycznie nic nie warte i nic nie wskazuje na to, że rząd grecki znajdzie środki na ich spłacenie – a do 19 maja musi wykupić obligacje o łącznej wartości 8,1 mld euro (wcześniej ma odbyć się nadzwyczajny szczyt UE, na którym najprawdopodobniej zapadnie ostateczna decyzja o uruchomieniu pomocy dla Grecji). Do końca roku kraj ten musi w sumie wykupić obligacje o łącznej wartości 30 mld euro.

Pytanie na które nikt w tej chwili nie zna odpowiedzi to czy Grecja nie pociągnie za sobą Portugalii i Hiszpanii, a cała trójka czy nie ściągnie na dno strefy euro i okolic. W Niemczech już pojawiają się pomysły – szef opozycyjnej niemieckiej SPD Sigmar Gabriel chce sfinansować pomoc dla Grecji z opodatkowania rynków finansowych – a to na pewno nie wpłynie pozytywnie na niemiecką gospodarkę (która sama nie ma się zbyt dobrze – niemieckie PKB oscyluje w granicach 0,1% m/m).

PZU wchodzi na giełdę!

Wczoraj największy polski ubezpieczyciel złożył w Komisji Nadzoru Finansowego prospekt emisyjny. Zgodnie z intencją obecnych akcjonariuszy PZU ma trafić na szeroki rynek w połowie 2010 roku – pula akcji, które mają zostać udostępnione to około 17mln sztuk.

Ugoda PZU z Eureko zakłada poziom emisji po cenie minimum 292,50 zł za sztukę jednak zgodnie z prognozami Parkietu cena ta wyniesie około 300,00 zł. APP Funds na swoim blogu przytoczył jednak aktualną cenę z rynku poza giełdowego na którym cena jednej sztuki akcji PZU waha się między 370-390 zł.

Debiut PZU na giełdzie będzie prawdopodobnie równie spektakularny co wejście na parkiet Polskiej Grupy Energetycznej i mimo, że zgodnie z obietnicami ministra Grad’a tym razem inwestorzy indywidualni mają dostać większy pakiet akcji niż było to w przypadku PGE jestem niemal pewien, że również tym razem banki zasypią nas ofertami “szybkich kredytów” pod zapisy na akcje PZU. Jak to się potem kończy widać po samym PGE – praktycznie nikt z “lewarowców”PGE  nie wyszedł do dnia dzisiejszego na plus.

Co dalej na rynku?

Wig20 niebezpiecznie zbliża się do granicy 2500 pkt (możliwe, że jeszcze w tym lub w przyszłym tygodniu uda nam się o ten poziom powalczyć). Przestrzegałbym jednak przed zbytnim optymizmem – szczególnie w świetle mocno mieszanych danych makro które dochodzą do nas przez ostatnie tygodnie (raporty na bieżąco możecie czytać na naszym Blipie).

Uważam, że dopiero przebicie 2500 i korekta z utrzymaniem wsparcia na poziomie 2500 pkt da nam solidny sygnał do kupna. Na razie zalecałbym wstrzemięźliwość i ostrożność przy zakupach akcji.

(zaległa aktualizacja portfela już jutro).

Spadki, Wzrosty i co dalej?

W tej chwili jesteśmy w zasadzie na takim samym poziomie co miesiąc temu. Patrząc jednak nieco szerzej – jesteśmy również na tym samym poziomie co w październiku 2009 r. Z lekką górką jesteśmy więc w coraz bardziej “płaskim” trendzie bocznym z coraz mniejszy zapałem do wzrostów (mimo tego co się przez ostatnie dni dzieje).

W zasadzie sytuacja jest analogiczna jak przez ostatni rok – przy każdej większej lub mniejszej korekcie pojawiają się skrajne opinie różnej maści analityków i blogerów. Przejrzałem dziś kilkanaście blogów czytając nagłówki wpisów z ostatniego roku – średnio co miesiąc-dwa pojawiały się tytuły mówiące o końcu wzrostów i powrocie do spadków.

Szczerze mówiąc sam nie jestem pewien co dalej – dane makro mamy przeróżnej maści. Bezrobocie niby wysokie, ale indeksy PMI (dzisiejsze) w miarę pozytywne, przestało być słychać o kolejnych falach masowych zwolnień – firmy przestawiły się na reorganizację ale już bez zwolnień.

Z drugiej strony euro ma się nie za dobrze, kryzys Grecji i PIIGS nie został tak naprawdę zażegnany a opłacalność długów nadal daje dużo do myślenia.

W tej chwili jedynym sensownym rozwiązaniem jest zabezpieczenie gotówki i czekanie na konkretne sygnały z rynku. Wig20 może jeszcze wiele razy wędrować od 2500 do 2100 i ponownie do 2500 ptk. Sytuacja jest niepewna.

Sam czekam na jakiś zdecydowany ruch, jeśli ponownie spadniemy w okolicę 2200 – 2100 pkt zakupie jakiś pakiet akcji – czysto spekulacyjnie. Na razie sugeruję obserwować cały cyrk z bocznego siedzenia.

Lektury do poduszki #1

Dziś “do poduszki” proponuje lekturę kilku ciekawych artykułów, które mam nadzieję w obiektywny sposób naświetlą wszystkim obraz tego co aktualnie dzieje się w gospodarce i jej okolicach.

Kiedy RPP zrobi bessę? (Wojciech Białek)

W przeszłości momenty rozpoczynania przez RPP podwyżek stóp procentowych poprzedzały szczyty cyklicznych „rynków byka” na krajowym rynku akcji małych spółek o kolejno 1 miesiąc (sierpień-wrzesień 1997 rok), 8 miesięcy (listopad 1999-lipiec 2000), 3 miesiące (lipiec-październik 2004) i 2 miesiące (kwiecień-lipiec 2007).

Czyli o tym jak (i kiedy nastąpią) ewentualne podwyżki mogą wpłynąć na rynki akcji i nie tylko.

Sprawa, która ostatnio nieco ucichła, ale która wraca na łamach blogu Trystero czyli dług publiczny. Ile tak naprawdę wynosi i w jaki sposób po analizie Instytutu Sobieskiego wyszło, że tak naprawdę może on wynieść nawet… 204% czy nawet więcej!?

‘Prawdziwy’ dług Polski: 208% czy 1550% PKB? (Trystero)

Pozabilansowy dług publiczny wynika przede wszystkim ze zobowiązań, które rządy będą realizowały w przyszłości, a które są już zapisane. Te zobowiązania najczęściej dotyczą systemu emerytalno-rentowego i systemu ochrony zdrowia.

Miłego czytania.

Page 1 of 3123